Kwiatki Jana Pawła II

Źródło:
1/ J. Poniewierski, Kwiatki Jana Pawła II, Wydawnictwo Znak, Kraków 2004.
2/ Daniel-Ange, Smiać się i płakać z Janem Pawłem II, "Kwiatki" prawdziwe, Warszawa 2010.

1/ Ludzie znający dobrze Jana Pawła II powiadają, że Papież nawet w najgorszych sytuacjach nie traci poczucia humoru. Joaquin Navarro-Valls, rzecznik prasowy Stolicy Apostolskiej, zapytał go kiedyś wprost:
- Czy Wasza Świątobliwość płacze?
- Nigdy na zewnątrz – odpowiedział Papież.

2/ Karol Wojtyła przyszedł na świat 18 maja 1920 roku w Wadowicach. Jego matka, Emilia, powtarzała ponoć sąsiadkom, że Lolek będzie wielkim człowiekiem…

W 1927 roku – wkrótce po tym, jak amerykański lotnik Charles Lindgergh samotnie przeleciał nad Atlantykiem – zapytano małego Karola Wojtyłę:
- Kim chciałbyś zostać?
- Będę lotnikiem! – odpowiedział chłopiec.
- A dlaczego nie księdzem?
- Bo Polak może być drugim Lindberghiem, ale nie może zostać papieżem.


3/ Przed wojną w 10-tysięcznych Wadowicach mieszkało ok. dwóch tysięcy Żydów. „Wielu z nich – napisze po latach Jan Paweł II w liście do swojego żydowskiego przyjaciela Jerzego Klugera – było naszymi kolegami w szkole podstawowej, a później w wadowickim gimnazjum…”.

Kiedy ogłoszono wyniki egzaminu wstępnego do gimnazjum, Jurek Kluger dowiedziawszy się, że cała jego klasa pomyślnie zdała ów egzamin, postanowił podzielić się dobrą nowiną z przyjacielem. Po długich poszukiwaniach znalazł go wreszcie w kościele. Lolek Wojtyła w białym stroju ministranta służył do Mszy św.
- Lolek, Lolek zostałeś przyjęty! – głośny szept Klugera rozległ się w całym kościele.
Spojrzenie kolegi uciszyło go. Postanowił zatem poczekać.
Kiedy Msza św. dobiegła końca, minęła go jakaś kobieta.
- Co ty tu robisz? Czy ty nie jesteś synem prezesa gminy żydowskiej? – spytała i poszła dalej, nie czekając na odpowiedź. I dobrze, bo Jurek nie bardzo wiedział, co jej powiedzieć.
Po chwili pojawił się Wojtyła.
- Czego chciała od ciebie ta kobieta? – zapytał.
- Nie wiem. Pewnie zdziwiła się, widząc Żyda w kościele.
Reakcja Karola była natychmiastowa:
- Czemu miałaby się dziwić? Przecież jesteśmy wszyscy dziećmi jednego Boga?


4/ Karol był zapalonym sportowcem. Lubił zwłaszcza piłkę nożną – najchętniej grywał na bramce. Nazywano go „Martyna”, na cześć znanego przedwojennego piłkarza Henryka Martyny.

Ponieważ w klasie było kilku Żydów, chłopcy dzielili się na dwie drużyny: „katolicką” i „żydowską”. W bramce z jednej strony stał Lolek Wojtyła, z drugiej – Poldek Goldberger, syn dentysty, wielki jak szafa. Często jednak – nawet gdy ściągano graczy z innych klas – nie udawało się zebrać wystarczającej liczby Żydów, żeby stworzyć z nich drużynę. W takie dni Lolek bronił bramki… żydowskiej, zwłaszcza jeśli nie było na boisku Goldbergera.

5/  Świadkowie z tamtych lat powtarzają, że Karol był dobrym kolegą; choć „podpowiadania i odpisywania nie uznawał, ale był tolerancyjny, gdy ktoś z sąsiadów „zapuszczał oko do jego klasówki”.

Kiedy nadszedł dzień egzaminu maturalnego, Kluger siadł tuż za Wojtyłą, choć doskonale wiedział, że Karol nie ma zwyczaju podpowiadać ani podawać ściąg. Dlaczego więc zajął to właśnie miejsce?! Bo miał intuicję.
To był egzamin z łaciny: należało przetłumaczyć na język polski odę Horacego. A Jurek tego nie potrafił. Gryzł obsadkę, patrzył w sufit, a czas mijał. Wreszcie – tak, to była ostatnia deska ratunku – zaczął rozpaczliwie wpatrywać się w plecy przyjaciela, niemo błagając go o pomoc. I nagle... Karol powoli przesunął się na bok, odsłaniając kartkę ze swoim tłumaczeniem.
Po egzaminie – relacjonuje biograf – Jerzy Kluger podziękował przyjacielowi, który w odpowiedzi tylko uśmiechnął się przekornie.
6/ Wspomina Halina Królikiewicz-Kwiatkowska, koleżanka z Wadowic: Jaki był Karol Wojtyła? Na pewno inny od swoich kolegów, odrębny. Ale co to znaczy? Trudno wytłumaczyć te cechy. Wesoły, bardzo koleżeński, pierwszy niosący pociechę w nieszczęściu, w chorobie, uprawiający sporty; zasadniczość była mu zupełnie obca. A przecież czuło się zawsze, żę ma - w jakiś sposób niedostępny - swój świat myśli, że jest głęboko religijny, żę umie najwięcej z nas wszystkich, że czyta trudne filozoficzne książki, któe nas znudziłyby już po kilku stronach, że uczy się i nie traci na próżno ani chwili. I pisze - poematy, wiersze, dramaty filozoficzne dla nas zawiłe, a kiedy rozmawia, to uważnie słucha swego interlokutora, ale zawsze, nawet i dziś, w jego oczach błyskają iskierki ni to humoru, ni jakiejś ironijki czy też wyrozumiałości dla każdego, bo nigdy nie potępiał, nie pouczał, ale rozumiał. Dziennikarze często zadają pytanie, jakie miał wady. Nie wiem. Nie znam. Do gimnazjum biegł za trzy minuty ósma rano z pobliskiego rynku, obok którego miszkał, i wpadał w ostatniej chwili do klasy z wielką, rozwichrzoną gęstwą włosów, które nigdy nie chciały go słuchać.

7/ Opowiada Juliusz Kydryński, najbliższy przyjaciel z czasów studenckich: Karol był dyskutantem wyrozumiałym, nigdy nie usiłowal narzucić swego zdania. Wiedzieliśmy oczywiśćie, że jest głęboko wierzącym i praktykującym katolikiem, lecz taką postawę (do tego ze skłonnościami do bigoterii) manifestował raczej Ż., poza tym żyjący dość swobodnie. Karol nie manifestował niczego; ale też żył w swojej dyscyplinie wewnętrznej, bardzo surowej, lecz dyskretnej, nie obnoszonej na zewnątrz.
Wydaje się, że Karola trudno było w sposób złośliwy zgorszyć, sprowokować, oburzyć. Zdawał się - już wtedy - rozumieć i wybaczać wszystko. Karol zachowywał się tak samo wobec wszystkich: nie czynił nigdy różnic między kolegami z powodu ich takich czy innych przekonań i poglądów. Brzydzil się może tylko zdecydowanymi bojówkarzami - no, ale z tymi się nie kolegował.

 inne "Kwiatki" - po wpisaniu do wyszukiwarki bloga hasła "kwiatki"

Źródło: J. Poniewierski, Kwiatki Jana Pawła II, Wydawnictwo Znak, Kraków 2004.