VIII. PRZYKAZANIE: NIE MÓW FAŁSZYWEGO ŚWIADECTWA PRZECIW BLIŹNIEMU SWEMU

SŁOWO LUDZKIE NARZĘDZIEM PRAWDY

Homilia wygłoszona podczas Mszy św. na stadionie «Stomilu», 6 czerwca 1991 r.

1.«Ja jestem drogą i prawdą, i życiem» (J 14,6).Chrystus wypowiada te słowa w wieczerniku w przeddzień swej męki i śmierci na krzyżu. Wypowiada je do apostołów, któ­rzy wówczas byli z Nim razem. Przez apostołów wypowiada je do wszystkich — apostołowie bowiem i Kościół mieli te słowa zanieść do wszystkich ludzi i ludów.., aż na krańce ziemi.
Chrystus więc mówi do nas tu zgromadzonych — i do wszyst­kich, którzy tu, na tej ziemi warmińskiej i mazurskiej żyli kiedy­kolwiek przed nami i którzy przyjdą po nas w następnym tysiącleciu.
«Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie» (J 14,6).
Właśnie przyszedł czas, ażeby Chrystus wypowiedział tę praw­dę: dojrzał czas. Nazajutrz ogarnie Go męka i śmierć krzyżowa — a potem nastąpi zmartwychwstanie. I On sam, Syn Przedwiecz­ny, odejdzie do Ojca.
Trzeba przeto, żeby dowiedzieli się wszyscy, iż odchodząc — otwiera nam drogę, abyśmy, idąc za Nim, doszli do Ojca. Nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko przez Niego. On jest naszą dro­gą. Nie ma innej drogi, nie ma innego Pośrednika między Bogiema ludźmi, tylko On: Jezus Chrystus.

2.Jest Drogą i Życiem. Gdy to mówi do apostołów, wie, że cze­ka ich śmiertelna trwoga. Trwoga ta ogarnie ich za niedługo, gdybędą świadkami Jego pojmania, kaźni, agonii na Golgocie i wreszczie samej hańbiącej śmierci. I dlatego uprzedza ich lęk: «Niechsię nie trwoży serce wasze» (J 14,1). Oto bowiem rozpoczyna się
ostateczne Przejście: odkupieńcze przejście Syna do Ojca. Przejście to — czyli Pascha — prowadzi przez ofiarę Krzyża — ale: «niech się nie trwoży serce wasze (...), gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie» (J 14,3). To Przejście — Pascha Od­kupiciela świata — prowadzi przez śmierć do nowego objawienia Życia w dniu zmartwychwstania. «Przyjdę powtórnie» — przyj­dę dając świadectwo Życia, które jest we Mnie — życia, które prze­wyższa śmierć i przezwycięża, życia, które ludzkiej śmierci zadaje śmierć. To Życie jest z Boga: tylko Bóg jest Życiem. To Życie jest we Mnie. Ja jestem tym Życiem.
To Życie we Mnie jest dla was... dla was — Dwunastu i dla wszystkich, którzy przez wasze słowo uwierzą we Mnie. To Życie jest ostatecznym darem nieśmiertelnego Boga dla śmiertelnego czło­wieka. «Przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem» (J 14,3).
Gdzie? «W domu Ojca mego jest mieszkań wiele» (J 14,2). Niech się przeto nie trwoży serce wasze. Niech nie przeraża was ziemska konieczność śmierci. «Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie!» (J 14,1).

3. «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem». W kontekście tych słów, które są nasycone najgłębszą treścią, słów, w których wyraża się absolut Boga — w kontekście tych słów nabiera pełnej wymowy ustanowienie Eucharystii, którego zapis (najdawniejszy) znajdu­jemy w Pierwszym Liście Pawła Apostoła do Koryntian: «Pan Je­zus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: 'To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę!'». A potem nad kielichem wina: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę!» (11,23-25).
Apostoł podaje prawdę o ustanowieniu Eucharystii, tak jak była ona powszechnie znana i sprawowana w pierwszym pokole­niu uczniów Chrystusa. Z kolei dodaje: «Ilekroć bowiem spoży­wacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie» (l Kor 11,26).
Sakrament śmierci i Zmartwychwstania Odkupiciela. Sakra­ment Jego przejścia przez Krzyż do Ojca. Sakrament Drogi i Ży­cia dla wszystkich, którzy w nim uczestniczą. Ten sakrament jest szczytem i pełnią świętej liturgii Kościoła. Jest przypomnieniem, uobecnieniem i zapowiedzią.
W nim Chrystus jest Drogą i Prawdą, i Życiem dla wszyst­kich, którzy uczestniczą... dla wszystkich.

4.Kiedy w wieczerniku powiedział: «Ja jestem prawdą», powie­dział to jako Bóg z Boga i Światłość ze Światłości — bo tylko Bóg«jest Prawdą». Równocześnie powiedział to jako Człowiek, który - sam jeden — jest «Świadkiem Wiernym» (por. Ap 1,5) całej tajemnicy Boga: całej Prawdy, która jest w Bogu. Wszelka praw­da, do której dochodzi umysł stworzony, jest tylko cząstką i od­blaskiem tej Prawdy, jaka jest w Bogu.
Prawda ta przerasta człowieka. Pamiętamy pierwszą zapo­wiedź Eucharystii — po cudownym rozmnożeniu chleba w pobli­żu Kafarnaum. Pamiętamy, jak wówczas słuchacze gotowi byli Je­zusa obwołać ziemskim królem, ale tej prawdy przyjąć nie mogli. Tak bardzo prawda Eucharystii przerastała ich wyobrażenia, ich zakres pojmowania.
To, co się stało nazajutrz po ustanowieniu Eucharystii, także przekraczało zakres ludzkiego pojmowania: ukrzyżowanie Boga, śmierć Syna Bożego na drzewie hańby.
A przecież właśnie tę śmierć mamy głosić, właśnie tę śmierć, bo przez nią objawiło się życie niczym niepokonalne. Przez nią też wypełniła się sakramentalna prawda Eucharystii — tak niepo­jęta dla człowieka.
Ja jestem Prawdą. Jako Prawda jestem Drogą i jestem Życiem.
Wierzymy w to Życie. W dniu zmartwychwstania Chrystus ostatecznie potwierdził prawdziwość całej swej mesjańskiej misji. Całego ewangelicznego orędzia. To ostateczne świadectwo stało się miarą prawdy wszystkiego. I tylko Bóg może mierzyć taką miarą.

5.Moje pielgrzymowanie po ziemi ojczystej związane jest w tymroku z katechezą dziesięciu przykazań. Ósme przykazanie Deka­logu w szczególny sposób wiąże się z prawdą która obowiązuje czło­wieka w obcowaniu z innymi ludźmi i w całym życiu społecznym:«Nie mów fałszywego świadectwa».
Tym przykazaniem Bóg Przymierza szczególnie daje poznać, że człowiek jest stworzony na Jego obraz i podobieństwo. Dlatego właśnie całe ludzkie postępowanie poddane jest wymogom praw­dy. Prawda jest dobrem, a kłamstwo, fałsz, zakłamanie jest złem. Doświadczamy tego w różnych wymiarach i w różnych układach.
Przypatrzmy się znaczeniu prawdy w naszym życiu publicz­nym. W odnowionej Polsce nie ma już urzędu cenzury, różne sta­nowiska i poglądy mogą być przedstawiane publicznie. Została przywrócona — jakby powiedział Cyprian Norwid — «wolność mowy» (Rzecz o wolności słowa, I., Co znaczyłaby Ludzkość, w. 54).
Wolność publicznego wyrażenia swoich poglądów jest wiel­kim dobrem społecznym, ale nie zapewnia ona wolności słowa.
Niewiele daje wolność mówienia, jeśli słowo wypowiadane nie jest wolne. Jeśli jest spętane egocentryzmem, kłamstwem, podstę­pem, może nawet nienawiścią lub pogardą dla innych — dla tych na przykład, którzy różnią się narodowością, religią albo pogląda­mi. Niewielki więc będzie pożytek z mówienia i pisania, jeśli sło­wo będzie używane nie po to, aby szukać prawdy, wyrażać praw­dę i dzielić się nią, ale tylko po to, by zwyciężać w dyskusji i obro­nić swoje — może właśnie błędne — stanowisko.
Słowa mogą czasem wyrażać prawdę w sposób dla niej samej poniżający. Może się zdarzyć że człowiek mówi jakąś prawdę po to żeby uzasadnić kłamstwo. Wielki zamęt wprowadza człowiek w nasz ludzki świat, jeśli prawdę próbuje oddać na służbę kłam­stwa. Wielu ludziom trudniej wtedy rozpoznać, że ten świat jest Boży.
Prawda zostaje poniżona także wówczas, gdy nie ma w niej miłości do niej samej i do człowieka.
W ogóle nie da się zachować ósmego przykazania — przy­najmniej w wymiarze społecznym — jeśli brakować będzie życzli­wości, wzajemnego zaufania i szacunku wobec tych wszystkich od­mienności, które ubogacają nasze życie społeczne.
Każdy podstęp wobec drugiego człowieka, każda skłonność do używania osoby ludzkiej w charakterze narzędzia, każde uży­wanie słów po to, aby wpływać na innych swoim zagubieniem mo­ralnym, swoim wewnętrznym nieporządkiem — wprowadza w życie społeczne atmosferę kłamstwa. Przez wiele lat doświadczaliśmy w wymiarze społecznym, że publicznie nie mówiono prawdy — i nie dopuszczano do jej mówienia. Istnieje przeto wielka potrzeba odkłamania naszego życia w różnych zakresach. Trzeba przy­wrócić niezastąpione niczym miejsce cnocie prawdomówności. Trzeba, by ona kształtowała życie rodzin, środowisk, społeczeń­stwa, środków przekazu, kultury, polityki i ekonomii.
Jeszcze raz wróćmy do tego przykazania w jego brzmieniu synajskim, w jego brzmieniu ewangelicznym. «Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu». Wydaje się, że jest to pewna sytuacja ściśle określona. Na przykład taka, w ja­kiej znalazł się Chrystus wobec sądu, gdzie powiedział: «Jeżeli źle powiedziałem udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dla­czego Mnie bijesz?» (J 18,23). Człowiek, świadek, sądzi... «Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu». Nie mów fałszywego świadectwa przeciw temu bliźniemu twemu, którym jest Jezus z Nazaretu. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw żadnemu twemu bliźniemu, żadnemu człowiekowi. Przykazanie to stwierdza zarazem, że prawda jest dobrem dla człowieka, jest dobrem dla człowieka w odniesieniach międzyludzkich, w odnie­sieniach szerszych, społecznych. Jest dobrem. Drugi człowiek ma prawo do prawdy. Człowiek ma prawo do prawdy. Czasem czło­wiek nie ma prawa do pewnej prawdy, dlatego my patrzymy z po­dziwem na ludzi, którzy wobec przemocy — na przykład w czasie okupacji — potrafili nie wydać, nie powiedzieć prawdy, ponieważ do tej prawdy nie miał prawa ten, który jej żądał, który ją wymu­szał przemocą.
Jednakże to przykazanie ma zasięg szerszy. Nie chodzi tylko o sytuację oskarżonego wobec trybunału, nie chodzi tylko o sy­tuację świadka, który mówi nieprawdę. Chodzi o sytuacje wielo­rakie, w których słowo ludzkie daje złe świadectwo. «Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu». Wciąż w róż­nych wymiarach odbywa się ten sąd nad słowem człowieka, nad słowem, które on mówi. Całe ludzkie bytowanie jest jakimś wiel­kim trybunałem. Ludzie słuchają, ludzie słyszą i albo dociera do nich prawda, albo też nie. Zwłaszcza w naszym społeczeństwie no­wożytnym, gdzie tak bardzo spotęgowały się sposoby mówienia, metody mówienia, wszystkie tak zwane środki przekazu myśli. To przecież spotęgowana ludzka mowa. Spotęgowana mowa, która albo daje świadectwo prawdzie, albo też przeciwnie. My zresztą znamy to z naszego doświadczenia i przez wiele lat byliśmy wobec tego dość dobrze zabezpieczeni. Więc jest szczególna odpowiedzial­ność za słowa, które się wypowiada, bo one mają moc świadec­twa: albo świadczą o prawdzie, albo są dla człowieka dobrem, al­bo też nie świadczą o prawdzie, są jej zaprzeczeniem i wtedy są dla człowieka złem, chociaż mogą być tak podawane, tak preparo­wane, ażeby robić wrażenie, że są dobrem. To się nazywa mani­pulacja. Więc również i to zwięzłe przykazanie Dekalogu otwiera człowieka, otwiera ludzkie społeczeństwa na cały szereg różnych wymiarów egzystencjalnych. Bo człowiek bytuje w pewien sposób w związku ze świadectwem, jakie otrzymuje i jakie przyjmuje. Chrystus był na to bardzo wrażliwy. Bardzo nas przed tym prze­strzegał. «Nie sądźcie, byście nie byli sądzeni» (Mt 7,1). To są właśnie takie wymowne słowa, które wskazują, jak delikatny, jak odpowiedzialny jest ten rejon prawdy i nieprawdy w życiu ludz­kim, jak on wiele może kosztować.
Przecież wiemy, że istnieje chociażby taka zwyczajna, potocz­na obmowa. Niby mówi się prawdę, ale się szkodzi drugiemu czło­wiekowi. A więc przykazanie jest precyzyjne, kiedy mówi o świa­dectwie przeciw bliźniemu twemu. Istnieją różne formy zniesła­wiania człowieka, czasem robi się to po cichu, z ukrycia, a czasem bardzo jawnie.
Istnieje wreszcie oszczerstwo, to znaczy mówi się o człowie­ku drugim źle i nieprawdę. To jest szczególna postać niszczenia prawdy, szczególna postać przekraczania tego przykazania, które zobowiązuje nas do dawania świadectwa. Chrystus zobowiązał uczniów do dawania świadectwa: «Będziecie moimi świadkami» (Dz 1,8). Będziecie świadkami prawdy. To świadectwo będzie was kosztować, tak jak kosztowało mnie. Przecież pamiętamy, że na tym ostatecznym, dramatycznym także i po ludzku trybunale, Chrystus przed Piłatem zapytany czy jest królem, odpowiedział: «Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie» (J 18,37). A jeżeli czytamy Ewangelię, je­żeli ją wciąż czytamy i wciąż nad nią myślimy, to uświadamiamy sobie, że ta sprawa między prawdą a kłamstwem, między świadec­twem prawdy, świadkami prawdy a ojcem kłamstwa, jest jakąś spra­wą pierworodną i podstawową. Człowiek jest wolny, człowiek jest wolny także, ażeby mówić nieprawdę. Ale nie jest naprawdę wol­ny, jeżeli nie mówi prawdy. Chrystus daje na to jasną odpowiedź: «Prawda was wyzwoli» (J 8,32). Życie ludzkie jest więc także dą­żeniem do wolności przez prawdę. To jest bardzo ważne w epoce, którą przeżywamy. Bo zachłystujemy się wolnością, wolnością słowa i różnymi innymi wolnościami, które z tym się wiążą. Zachłystu­jemy się tą wolnością, której przedtem nam odmawiano, tak jak zresztą i wolności religijnej, choć w Polsce nie było pod tym wzglę­dem najgorzej. Ale równocześnie zapominamy o tym wymiarze pod­stawowym, że nie ma prawdziwej wolności bez prawdy. Tylko prawda czyni wolnymi.
Przed czterema laty mówiłem, że czeka nas praca nad pracą. Dziś czeka nas wielka praca nad mową, jaką się posługujemy. Ogromna praca. Nasze słowo musi być wolne, musi wyrażać na­szą wewnętrzną wolność. Nie można stosować środków przemo­cy, ażeby człowiekowi narzucać jakieś tezy. Te środki przemocy mogą być takie, jakie znamy z przeszłości, ale w dzisiejszym świe­cie także i środki przekazu mogą stać się środkami przemocy, je­żeli stoi za nimi jakaś inna przemoc, niekoniecznie przemoc fizycz­na. Jakaś inna przemoc, jakaś inna potęga. Słowo ludzkie jest i po­winno być narzędziem prawdy.
«Prawda was wyzwoli» — powiedział Chrystus. Tak — «prawda was wyzwoli». To jest dopowiedzenie do ósmego przy­kazania.
Starajmy się odnaleźć pełne znaczenie i wartość prawdy: praw­dy, która wyzwala oraz wolności przez prawdę. Poza prawdą wol­ność nie jest wolnością. Jest pozorem. Jest nawet zniewoleniem.
6. A od tej prawdy, jaką czyni człowiek, jaką stara się kształto­wać swe życie i współżycie z innymi, prowadzi droga do Prawdy, którą jest Chrystus. Prowadzi droga do wolności, do której Chrys­tus nas wyzwolił.
Taka jest perspektywa naszych czasów. Pomiędzy wolnością, do której Chrystus nas wyzwolił i stale wyzwala, a odejściem od Chrystusa w imię tak często bardzo głośno propagowanej wolnoś­ci. Wolność, do której Chrystus nas wyzwolił, to jedna droga. Dru­ga droga to wolność od Chrystusa. Bo często się tutaj stosuje słowa pozorne, mówi się «klerykalizm», «antyklerykalizm», a na dnie chodzi o to jedno: wolność, do której Chrystus nas wyzwolił, czy też wolność od Chrystusa? To są dwie drogi, którymi idzie i pój­dzie na pewno Europa. Europa ma szczególne związki z Chrystu­sem, tu się zaczęła ewangelizacja, ale tu także zrodziły się i stale się rodzą różne programy i postaci odchodzenia od Chrystusa. I przed nami również otwiera się ta dwoistość, ta alternatywa. Wol­ność, do której Chrystus nas wyzwala, wolność przez prawdę. Al­bo też wolność od Chrystusa.
Pierwsza to droga Ewangelii i Eucharystii.
Niech nigdy nie zabraknie jednej i drugiej w życiu ludu Bo­żego, który przez tę piękną ziemię pełną lasów i jezior pielgrzy­muje do wiecznych przeznaczeń. Niech nigdy nie zabraknie Ewan­gelii i Eucharystii. «To jest wolą Ojca (...), aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wkrzeszę w dniu ostatecznym» (J 6,40).
Drodzy Bracia i Siostry, jeszcze przed końcowym błogosła­wieństwem pragnę pozdrowić wszystkich obecnych zarówno z die­cezji warmińskiej, jak również licznie przybyłych pielgrzymów spoza jej granic.
Jakże bogata w tradycje jest wasza ziemia, to dziedzictwo świę­tych męczenników: Wojciecha i Brunona z Kwerfurtu; dziedzic­two błogosławionej Doroty z Mątowów i Sługi Bożego kard. Sta­nisława Hozjusza. Wasi ojcowie przybyli na ziemię Warmii, Ma­zur i Powiśla z różnych stron i z «wszelkich narodów», z dawnch kresów II Rzeczypospolitej, z dalekich stepów Kazachstanu, z po­bliskich Kurpi, Mazowsza i z innych rejonów Polski. Świadectwem tułaczki i wędrowania jest cudowny obraz Chrystusa Miłosierne­go Tarnorudzkiego, który towarzyszył wiernym z dalekiego Podo­la i doznaje obecnie czci w sanktuarium z Zielonce Pasłęckiej. W kościołach i waszych domach często towarzyszy wam obraz Mat­ki Bożej Miłosierdzia, Tej, «co w Ostrej świeci Bramie». Ta zie­mia dla wielu była miejscem przeznaczenia i niepewnego jutra. Stała się ona nową ojczyzną dla naszych braci z Ukrainy i Łemków, którzy ubogacili ją swoją kulturą, językiem, a przede wszystkim właś­ciwym swojemu obrządkowi sposobem oddawania czci Bogu w Trójcy Jedynemu oraz Bogarodzicy.
Warmia była zawsze wierna Bogu i Kościołowi katolickiemu, zasługując na szczytne miano Świętej Warmii. Świadczą o tym licz­ne kościoły, kaplice i krzyże przydrożne, kult Męki Pańskiej, w szczególności cześć oddawana Matce Najświętszej w Gietrzwałdzie, Świętej Lipce, Krośnie i Stoczku Warmińskim.
Dziękuję dzisiaj Bogu za Kościół na Warmii, za to, że ten Kościół żyje, a widocznym tego znakiem jest wzrost powołań kap­łańskich, powstanie nowych instytutów przygotowujących kate­chetów świeckich i zakonnych. Praca biskupów, kapłanów i ludzi świeckich czyni ten Kościół mocnym i dojrzałym. Mam na myśli wiernych obrządku łacińskiego i bizantyńskiego. W tym miejscu pragnę wspomnieć poprzedników obecnego ordynariusza, bpa To­masza Wilczyńskiego, bpa Józefa Drzazgę i bpa Jana Obłąka, którzy przez długie lata przewodzili Kościołowi warmińskiemu, a także bpa Józefa Glempa, który stąd przeszedł na stolicę prymasowską. Wreszcie kapłanem waszej diecezji jest też obecny nuncjusz apos­tolski w Warszawie.
Ziemia wasza była także świadkiem walki o uwolnienie naro­du z pęt systemu totalitarnego. Przecież protest robotniczy Wy­brzeża w 1970 r. poparli także robotnicy Elbląga.
Niech to wielkie dziedzictwo waszych ojców, jakim jest wia­ra i umiłowanie Kościoła, będzie dla was siłą, a zarazem zachętą do trwania w wierności Bogu i Ojczyźnie.
W tym też duchu wyrażamy wdzięczność naszym gościom, poczynając od Arcybiskupa hiszpańskiej Saragossy, który konce­lebruje z nami: naszym sąsiadom z zachodu, Biskupom niemieckim: z Moguncji Przewodniczącemu Konferencji Episkopatu Niemiec, a także Biskupom z Augsburga i Berlina. Ten ostatni zresztą uro­dzony jest na tych ziemiach, a przybyli z nim Warmiacy, pielgrzymi z Niemiec z Wizytatorem Apostolskim. Idąc dalej na zachód dzię­kujemy pielgrzymom z Francji, z Compiegne, które łączy trwała przyjaźń z Olsztynem i wreszcie pielgrzymom z Kanady, z Toronto.
Jest dla nas rzeczą bardzo wymowną i przejmującą, że w tej Mszy św. uczestniczyli liczni członkowie oddziału olsztyńskiego Związku Sybiraków, członkowie Związku Byłych Więźniów Po­litycznych z Okresu Stalinowskiego oraz Światowego Związku Żoł­nierzy Armii Krajowej, zwłaszcza z Wileńszczyzny, ziemi grodzień­skiej i z Wołynia.
Wyrażam podziękowanie przedstawicielom rządu, ministrom Rzeczypospolitej, jak też wojewodom z Olsztyna, z Elbląga i Su­wałk; wyrażam nade wszystko moje podziękowanie wam wszyst­kim, tutaj zgromadzonym, temu wielkiemu zgromadzeniu warmiń­skiemu, temu wielkiemu zgromadzeniu eucharystycznemu z całej Warmii, ze wszystkich stron. Jest nawet coś w ukształtowaniu wi­zualnym tego zgromadzenia, co mówi o Warmii, bo zgromadze­nie rozłożyło się na pagórkach, tak jak na pagórkach rozłożona jest wasza ziemia warmińska pośród tylu jezior. Jakże wam dziękuję za tę intuicję organizacyjną, za tyle troski, umiłowania, artyzmu włożonych w przygotowanie naszego spotkania. A to spotkanie ma dla mnie także szczególne znaczenie, mam bowiem dług wdzięcz­ności wobec tej ziemi, która tyle razy, przez tyle lat udzielała mi schronienia, odpoczynku, dawała mi możliwość nabrania sił wew­nętrznych, uspokojenia. Jest to wielkie dobrodziejstwo tej ziemi, tych lasów, tych jezior, z którego korzystałem i które na pewno do dzisiaj jeszcze mi pomaga. Dziękuję więc Warmi za to wszyst­ko co było i za to co jest. Kiedyś w przeszłości kapituła warmiń­ska wybrała na biskupa we Fromborku Eneasza Piccolomini, któ­ry tego wyboru wprawdzie nie przyjął, ponieważ został wybrany papieżem jako Pius II. Jest to wydarzenie z dalekiej przeszłości, które kiedyś przypominałem, nawiedzając Warmię jako biskup i kardynał z Krakowa. Tym razem natomiast stoi przed wami pa­pież, który naprawdę bardzo wiele zawdzięcza Warmii, bardzo wie­le zawdzięcza tej przyrodzie i bardzo wiele zawdzięcza ludziom tego kraju.
Niech Bóg zachowa ten wielki skarbiec pięknej przyrody war­mińskiej, pojezierza, lasów. Nie pozwólcie go nigdy w żaden spo­sób zniszczyć czy nawet uszkodzić, bo to jest wielkie dobrodziej­stwo. I niech Bóg zachowa ludzi żyjących wśród tej przyrody. Niech zachowa ludzi, ich ciała i dusze, ich serca i sumienia, niech im poz­woli żyć w prawdzie, bo takie jest powołanie człowieka: żyć w praw­dzie! Teraz, udzielając błogosławieństwa na zakończenie naszej eucharystycznej celebracji, pragnę tym błogosławieństwem również podziękować za wszystko dobro, którego od waszej ziemi i jej mieszkańców, od waszego Kościoła doznałem w ciągu wszyst­kich lat mojego życia.