IV. PRZYKAZANIE CZCIJ OJCA SWEGO I MATKĘ SWOJĄ

IV PRZYKAZANIE ZABEZPIECZĄ PODSTAWOWE DOBRO LUDZKIEJ WSPÓLNOTY

Homilia wygłoszona podczas Mszy św. na lotnisku w Masłowie, 3 czerwca 1991 r.

1. «Oto Twoja Matka i Twoi bracia» (Mt 12,47).

Słowa, które wypowiada ktoś z rzeszy słuchającej nauczania Chrystusa, przypominają Mu o rodzinie. Przyszedł na świat jak każdy człowiek — On, Syn Człowieczy — poczęła Go Matka i Ona też wydała Go na świat .Jej dziewicze macierzyństwo było osłonione zstąpieniem Ducha Świętego — dla ludzi pozostawało nieznane. Wiedział o nim tylko Józef, który w oczach wszystkich uchodził za ojca Jezusa z Nazaretu.
Krewni Maryi i Józefa, pochodzący również z rodu Dawida, byli zgodnie z obyczajem nazywani braćmi i siostrami Jezusa.
Tak więc Odkupienie świata dokonuje się naprzód poprzez rodzinę. Nowe Przymierze łączy się ze Starym na gruncie tego przy­kazania, które uwydatnia świętość rodziny oraz odpowiadającej jej powinności: «Czcij ojca twego i matkę twoją». W Prawie Bożym, w Dekalogu, przykazanie to następuje bezpośrednio po trzech pierwszych, które określają stosunek człowieka do Boga. Jest ono pierwszym wśród przykazań, które łączą stosunek do Boga ze sto­sunkiem do człowieka, przykazania pierwszej tablicy i przykaza­nia tablicy drugiej — od czwartego do dziesiątego.

2. Już to samo wskazuje na kluczowe znaczenie rodziny. Przy­kazanie zobowiązujące człowieka do czci rodziców, ojca i matki,zabezpiecza podstawowe dobro ludzkiej wspólnoty. Rodzina bo­wiem znajduje się u podstaw wszystkich ludzkich wspólnot, wszyst­kich społeczności i społeczeństw. Bóg jako Najwyższy Prawodaw­ca daje temu wyraz w Przymierzu synajskim, a Ewangelia potwier­dza i pogłębia prawdę moralną Dekalogu o rodzinie.
Rodzina jest bowiem wspólnotą najpełniejszą z punktu widze­nia więzi międzyludzkiej. Nie ma więzi, która by ściślej wiązała osoby, niż więź małżeńska i rodzinna. Nie ma innej, którą można by z tak pełnym pokryciem określić jako «komunię». Nie ma też innej, w której wzajemne zobowiązania byłyby równie głębokie i całościowe, a ich naruszenie godziłoby bardziej boleśnie w ludz­ką wrażliwość: kobiety, mężczyzny, dzieci, rodziców.
Słowa czwartego przykazania skierowane są do dzieci, do sy­nów i córek. Mówią: «czcij ojca i matkę». Z równą siłą jednak od­noszą się do rodziców: «pamiętaj, abyś prawdziwie zasługiwał na tę czes'ć». Bądź godny imienia ojca! Bądź godna imienia matki!

3. Znamienna jest odpowiedź Chrystusa na to wołanie z tłumu,przypominające Mu o Jego Matce, o rodzinie. Oto Jezus stawiapytanie: «Któż jest moja matką i którzy są moimi braćmi?»(Mt 12,48). Pytanie to mogło nawet zaskoczyć słuchających. Chrys­tus jednak stawia to pytanie, aby z tym większą siłą zabrzmiałaodpowiedź, jaką zamierza sarn dać. Odpowiedź ta brzmi: «kto pełniwolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrąi matką» (Mt 12,50).
Przedziwna odpowiedź, a równocześnie z gruntu jednoznacz­na. Tak jak przedziwne i jednoznaczne zarazem jest wskazanie na otaczających Go uczniów ze słowami: «Oto moja matka i moi bracia ».

4. Znajdujemy się w samym centrum Ewangelii. Jezus z Naza­retu, Syn Człowieczy, narodzony z Maryi Dziewicy, przyszedł ob­jawić ludzkości Ojcostwo Boga. Przyszedł objawić Ojcostwo, któ­
re On sam jeden zna, jako współistotny Ojcu Syn. Przyszedł więc,aby wprowadzić ludzkość w sam przedwieczny i Boski wymiarwszelkiego w świecie stworzonym ojcostwa i rodzicielstwa. Wszel­kiego też porządku i lądu, który ma wymiar rodziny jako pod­stawowy.
Czy objawić to znaczy tylko przypomnieć? Więcej. Objawić to znaczy przywrócić. Chrystus przyszedł, aby przywrócić ludz­kości, ogromnej ludzkiej rodzinie, Ojcostwo Boga. Tylko On je­den mógł tego dokonać w sposób pełny. Aby zaś przywrócić lu­dziom Ojcostwo Boga, musiał Chrystus przywrócić ludzi Bogu jako Ojcu. I to było Jego istotną misją. Misji tej nie spełnił przez samo nauczanie. Misję tę spełnił do końca dopiero przez Krzyż: wstając się posłuszny aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej (por. Flp2,8).

5. Czy trzeba było ludzkos'ci przywracać Ojcostwo Boga?Przejmującej odpowiedzi na to pytanie udziela Paweł Apos­toł w Liście do Rzymian: «jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jed­nego wszyscy staną się sprawiedliwymi» (5,19).
Apostoł tłumaczy tajemnicę grzechu pierworodnego, tego od­rzucenia Ojcostwa Boga, które zaciążyło na całych dziejach czło­wieka od początku. Wystarczy z uwagą odczytać i rozważyć zapis Księgi Rodzaju, ażeby zrozumieć, że owo Pawiowe pierworodne «nieposłuszeństwo» jest właśnie odrzuceniem Ojcostwa Boga. To zaś, czego dokonał Chrystus, Jego odkupieńczy czyn na górze ukrzyżowania, Jego «posłuszeństwo aż do śmierci» sięga do same­go korzenia grzechu i zła w dziejach ludzkości.
Ten czyn mesjański, odkupieńczy czyn Syna współistotnego Ojcu przywraca Iudzkosci Boże Ojcostwo. Przywraca też ludzkość Ojcostwu Boga w Jednorodzonym Jego Synu: Odkupicielu świata.
Uczy Sobór: «człowiek, stworzony przez Boga w stanie spra­wiedliwości, za poduszczeniem Złego już na początku historii nad­użył swej wolności, przeciwstawiając się Bogu i pragnąc osiągnąć swój cel poza Nim. 'Poznawszy Boga, nie oddali Mu czci jako Bo­gu, lecz zaćmione zostało ich bezrozumne serce i służyli raczej stwo­rzeniu niż Stworzycielowi'»(Gaudium et spes, 13).

6. Kiedy Chrystus mówi do rzeszy: «kto pełni wolę Ojca moje­go (...), ten Mi jest bratem, siostrą i matką», potwierdza najgłę­biej kluczowe znaczenie tego przykazania Dekalogu, które każe czcić ziemskich rodziców, ojca i matkę.
Potwierdza najgłębiej kluczowe znaczenie rodziny dla całego porządku moralnego — w wymiarach międzyosobowych i w wy­miarach społecznych.
Wiemy z rodzimego doświadczenia, zwłaszcza z doświadcze­nia minionego okresu, że to zło pierworodne, które drzemie w du­szy każdego człowieka, a które u podstaw łączy się z odrzuceniem Bożego Ojcostwa — szczególnie często, szczególnie łatwo daje o sobie znać poprzez naruszenie ładu moralnego małżeństwa i ro­dziny. Są to dziedziny jakby szczególnie zagrożone, szczególnienarażone. Szczególnie łatwo w tych dziedzinach, gdzie tak wielezależy od miłości, od prawdziwej miłości, człowiek ulega egoizmowi i drugich — najbliższych! — czyni ofiarą tego egoizmu.

7. Ten kryzys nie ominął rodziny, nie ominął on, niestety, pol­skiej rodziny! Powoduje tyle obrazy Boga, jest przyczyną wielu nie­szczęść i zła. Dlatego jest przedmiotem szczególnej wrażliwości i szczególnej troski Kościoła. Za cyframi wszak, za analizami i opi­sami stoi tu zawsze żywy człowiek, tragedia jego serca, jego życia, tragedia jego powołania. Rozwody... wysoka liczba rozwodów. Trwałe skłócenia i konflikty w wielu rodzinach, a także długotrwałe rozstania na skutek wyjazdu jednego z małżonków za granicę. Prócz tego coraz częściej dochodzi też do zamykania się rodziny wyłącz­nie wokół własnych spraw, do jakiejś niezdolności otwarcia się na innych, na sprawy drugiego człowieka czy innej rodziny. Co wię­cej, zanika czasem prawdziwa więź wewnątrz samej rodziny: bra­kuje niekiedy głębszej miłości nawet między rodzicami i dziećmi czy też wśród rodzeństwa. A ileż rodzin choruje i cierpi na skutek nadużywania alkoholu przez niektórych swoich członków!
W Adhortacji Familiańs consortio przytoczyłem słowa Orę­dzia VI Synodu Biskupów do rodzin chrześcijańskich. «Do was — mówią Biskupi Kościoła — należy kształtowanie ludzi w mi­łości i praktykowanie miłości we wszystkich odniesieniach do bliź­nich, tak aby miłość ogarniała całą wspólnotę, aby była przepojo­na poczuciem sprawiedliwości i szacunku dla innych, świadoma swej odpowiedzialności wobec całej społeczności» (n. 64).
Starsi przypomną sobie, jak ogromnego wysiłku dokonał Koś­ciół w czasie przygotowania do wielkiego Milenium Chrztu naszej Ojczyzny, jak bardzo modliliśmy się wtedy, by rodzina, by polska rodzina, była silna Bogiem.
« Umiłowani, (...) miłość jest z Boga», pisze św. Jan (l J 4,7). Nie odbuduje się zachwianej więzi rodzinnej, nie uleczy się ran powstających z ludzkich słabości i grzechu bez powrotu do Chrys­tusa, do sakramentu. «Przypominam ci — pisze św. Paweł do wyświęconego przez siebie biskupa Tymoteusza — abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez nałożenie moich rąk» (2 Tm 1,6).
I ja wołam do was, Bracia i Siostry, byście rozpalili na nowo Boży charyzmat małżonków i rodziców, jaki jest w was przez sa­krament małżeństwa. Tylko w oparciu o łaskę tego sakramentu możliwe jest pełne przebaczenie, pojednanie i podjęcie na nowo wspólnej drogi. Przez nią odnawia się i ożywia ludzka miłość oraz tożsamość i prawdziwość ludzkich przyrzeczeń. Sakrament Mał­żeństwa to również charyzmat, łaska i dar życia.
«Czcij ojca i matkę» — powiada czwarte przykazanie Boże. Ale żeby dzieci mogły czcić swoich rodziców, muszą być uważane i przyjmowane jako dar Boga. Tak, każde dziecko jest darem Bo­ga. Dar to trudny niekiedy do przyjęcia, ale zawsze dar bezcenny. Trzeba najpierw zmienić stosunek do dziecka poczętego. Na­wet jeśli pojawiło się ono nieoczekiwanie — mówi się tak: «nieo­czekiwanie» — nigdy nie jest intruzem ani agresorem. Jest ludzką osobą, zatem ma prawo do tego, aby rodzice nie skąpili mu daru z samych siebie, choćby wymagało to od nich szczególnego po­święcenia.
Świat zmieniłby się w koszmar, gdyby małżonkowie znajdu­jący się w trudnościach materialnych widzieli w swoim poczętym dziecku tylko ciężar i zagrożenie dla swojej stabilizacji; gdyby z kolei małżonkowie dobrze sytuowani widzieli w dziecku niepo­trzebny, a kosztowny dodatek życiowy. Znaczyłoby to bowiem, że miłość już się nie liczy w ludzkim życiu.
Znaczyłoby to, że zupełnie zapomniana została wielka god­ność człowieka, jego prawdziwe powołanie i jego ostateczne prze­znaczenie.
Podstawą prawdziwej miłości do dziecka jest autentyczna mi­łość między małżonkami, zaś podstawą miłości zarówno małżeń­skiej, jak rodzicielskiej jest oparcie w Bogu, właśnie to Boże Oj­costwo.
Kiedy małżonkowie starają się o to, ażeby samych siebie skła­dać sobie wzajemnie w darze, kształtują w sobie w ten sposób pra­widłowe postawy rodzicielskie. Przecież w wychowaniu dziecka chodzi nie tylko o to, żeby się dla niego poświęcać. Chodzi o to żeby się poświęcać w sposób mądry — tak aby je wychować, aby wychować do prawdziwej miłości. Do prawdziwej miłości wycho­wuje się także wymagając, ale tylko miłując można wymagać. Można wymagać, wymagając od siebie. Dlatego też ze względu na dobro przyszłego pokolenia ważne jest, aby małżonkowie utrwalali, uszla­chetniali i pogłębiali swoją wzajemną miłość. Wtedy również ich dzieci będą w stanie założyć kiedyś prawdziwie chrześcijańskie ro­dziny i będą umiały kochać swoich rodziców.

8. Ta moja pielgrzymka do Ojczyzny — czwarta z kolei — idzie po śladach Dekalogu. I oto rozważanie Bożych słów, stanowiących nienaruszalny ład ludzkiej moralności, prowadzi nas na każdym etapie do głębszego zrozumienia tajemnicy Jezusa Chrystusa — czyli istotnej rzeczywistości chrześcijaństwa, naszej wiary i życia z wiary, czyli naszej moralności. Chciałbym tu zapytać tych wszyst­kich, którzy za tę moralność małżeńską, rodzinną mają odpowie­dzialność, tych wszystkich: czy wolno lekkomyślnie narażać pol­skie rodziny na dalsze zniszczenie?
Nie można tutaj mówić o wolności człowieka, bo to jest wol­ność, która zniewala. Tak, trzeba wychowania do wolności, trze­ba dojrzałej wolności. Tylko na takiej może się opierać społeczeń­stwo, naród, wszystkie dziedziny jego życia, ale nie można stwa­rzać fikcji wolności, która rzekomo człowieka wyzwala, a właściwie go zniewala i znieprawia. Z tego trzeba zrobić rachunek sumienia u progu III Rzeczypospolitej!

«Oto matka moja i moi bracia».
Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja Matka, ta ziemia! To jest moja Matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie pod­chodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć. Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać. Nie można dalej lekkomyśl­nie niszczyć!

«Oto matka moja i moi bracia».
Tak. Ziemia polska naznaczona jest w sposób szczególny obecnością Matki Chrystusa. Ona jest pierwszą wśród pełniących wo­lę Ojca — właśnie jako Matka Syna Bożego.
Niech zatem przez jej macierzyńską obecność odnowi się po­śród nas świadomość Boskiego Ojcostwa. Niech się odrodzi po­kolenie braci i sióstr Syna Bożego — Syna Maryi.

«Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je wiernie» (Śpiew przed ewangelią).
Niech się odrodzi w Bogu ludzkie ojcostwo i ludzkie macie­rzyństwo, niech się odrodzi rodzina, polska rodzina, szczególne miejsce Przymierza Boga z ludźmi. Imię jego: kościół domowy.
Niech się odrodzi! Niech stale się odradza! Co mamy uczy­nić wszyscy, co ma uczynić społeczeństwo i Kościół, co ma uczy­nić każdy — aby przezwyciężyć zło, jakie się rozpleniło w życiu polskiej rodziny. Co mamy uczynić, aby »zło dobrem zwycięży ć »? (por. Rz 12,21).

Drodzy Bracia i Siostry,

Dziękuję Bożej Opatrzności, że mogłem sprawować Eucha­rystię tu w Kielcach, na ziemi Świętego Krzyża. Na tę ziemię chrześcijaństwo przyszło bardzo wcześnie. W prastarej Wiślicy ksią­żę Wiślan przyjął chrzest już w IX w. Ta ziemia została zaszczy­cona relikwią krzyża Chrystusowego już za czasów Bolesława Chrobrego.
Krzyż jest wam drogi. O ten krzyż walczyliście przez lata. Czyniliście wszystko, aby był on obecny w waszych domach, szko­łach i zakładach pracy, aby był obecny przede wszystkim w wa­szych sercach.
Jako hasło spotkania z Papieżem wybraliście słowa: «W krzyżu miłości nauka». Patrząc na krzyż i kontemplując go, uczmy się mi­łości — tej społecznej, tej rodzinnej i tej małżeńskiej.
W tym kontekście nie sposób nie wspomnieć o tragicznych wydarzeniach, jakich świadkiem było miasto Kielce w lipcu 1946 r. Zginęło wtedy ze zbrodniczych rąk wielu braci Żydów. Polecamy ich dusze Bogu. Modlimy się, by miłość łączyła w naszej Ojczyźnie i na świecie ludzi wszystkich narodów, ras, religii i prze­konań. « W krzyżu miłości nauka».
W katedrze mówiłem o drodze krzyżowej waszych biskupów w minionych latach. Teraz oddajemy cześć także tym kapłanom i ludziom świeckim, którzy dali budujące świadectwo jedności z biskupami. Dziękujemy Bogu, że Kościół kielecki z tej wielkiej próby rozbicia jego jedności wyszedł zwycięsko.
Dokonałem koronacji od wieków czczonego obrazu Matki Bo­żej Łaskawej w katedrze kieleckiej. Owa koronacja przypada do­kładnie w 820 rocznicę konsekracji waszej katedry. W macierzyń­skie dłonie Matki Bożej Łaskawej oddaję tę ziemię i jej miesz­kańców.
Otrzymałem dzisiaj honorowy tytuł przewodnika po Górach Świętokrzyskich. Dobrze, że jest to tytuł honorowy. Góry Świę­tokrzyskie są nam wszystkim drogie. Także przez pamięć o tych, którzy w czasie ostatniej wojny nie składali broni, walcząc z oku­pantem. Wielu z nich oddało w tej walce życie za Ojczyznę. Góry Świętokrzyskie są dla mnie drogie dlatego, że są ziemią Świętego Krzyża. Dobrze, że dostałem ten tytuł przewodnika, czym bowiem ma być Papież, jeżeli nie przewodnikiem po tajemnicy świętego krzyża? Tylko krzyż jest mocą Bożą i mądrością Bożą, jak powie­dział św. Paweł. Więc dziękuję, będę się starał dalej być we wszyst­kim pokornym sługą tej tajemnicy, a także, na ile mi pozwolą siły ducha, także przewodnikiem po tej tajemnicy dla moich braci i sióstr wszędzie, dokądkolwiek skieruje mnie moje posłannictwo.
Zaczęło się od strasznej burzy i deszczu. Przetrzymaliśmy! Bogu dzięki! Teraz na zakończenie tej wspólnej Eucharystii prag­nę wszystkim ofiarować błogosławieństwo.