Zaczęłam się modlić do Jana Pawła II

Zaczęłam się modlić do Jana Pawła II

Za wstawiennictwem Si. Bożego Jana Pawła II otrzymałam następujące łaski:
- Córka Barbara zaliczyła egzaminacyjną sesję, a tym samym III rok historii;
- wnuczek Mateusz N. bardzo szybko powrócił do zdrowia.
Córka moja bardzo boi się zdawania egzaminów i chociaż się uczy, przeżywa niesamowity stres. Poza tym przygotowywała się do egzaminu w trudnych warunkach (była wyczerpana psychicznie i fizycznie).
Sesja letnia na III roku historii jest najtrudniejsza na studiach (4 egzaminy). Zawsze prosiłam Boga i Matkę Bożą, szczególnie Matkę Nieustającej Pomocy, a szczęśliwe zdanie egzaminów przez moje dzieci (mam ich czworo, troje ukończyło już studia). Tym razem bardzo gorąco poprosiłam o wstawiennictwo do Boga Jana Pawła II.
Terminy egzaminów były wyznaczone na czerwiec tego roku, praktycznie co tydzień egzamin. Przed pierwszym egzaminem byłam na Mszy św. w kościele św. Jakuba w Skierniewicach, modliłam się również do Jana Pawła II. Późnej przed każdym kolejnym egzaminem (pozostały trzy) uczestniczyłam we Mszy św. w kościele garnizonowym. Idąc na nabożeństwo, kupowałam za każdym razem taki sam znicz mający kształt żółtego kwiatka i po zakończonej Mszy św. szłam pod pomnik Jana Pawła II, który znajduje się przed świątynią. Zapalałam znicz, najpierw modliłam się za Papieża, a później do Niego, Sługi Bożego, prosząc o pomyślne zdanie egzaminów przez córkę.
Zostałam wysłuchana. Basia zdała w pierwszym terminie wszystkie cztery egzaminy i po raz pierwszy zaliczyła rok akademicki, nie mając żadnych zaległości, a jak już wspomniałam, była to najtrudniejsza sesja egzaminacyjna na studiach historycznych.
Następnej łaski doznałam od Jana Pawła II, 11 lipca b.r. Mój wnuczek Mateusz (3,5 roku), syn Agnieszki, łyknął kilkanaście tabletek Acesinu. Najprawdopodobniej lek ten wszedł w interakcję z innym lekarstwem, które brał na zapalenie oskrzeli. Stan jego szybko się pogorszył, jakby zasypiał, nie było z nim kontaktu „leciał przez ręce", wymiotował. Zabrano go karetką do szpitala. Ja nie mogłam wyjść z domu, ponieważ opiekowałam się dziesięciomiesięczną wnuczką Kingą. Poszłam więc do pokoju, w którym wisi oprawiony portret Jana Pawła II i zdjęcie papieża z moją córką Marzeną podczas audiencji. Uklęknęłam i ze łzami w oczach zaczęłam się modlić do Jana Pawła II następującymi słowami: „Ojcze Święty, Ty tak ukochałeś dzieci, bardzo Cię proszę, ocal mojego wnuka Mateusza, proszę Cię o zdrowie dla niego...". Kilkakrotnie powtarzałam tę prośbę - modlitwę.
Gdy mąż (dziadek) wrócił ze szpitala, powiedział, że wnukowi zrobiono płukanie żołądka, podano kroplówkę. Mateuszek bardzo szybko powracał do zdrowia, po mniej więcej trzech godzinach biegał po tarasie szpitala, śmiał się, słuchał wierszyków, jadł i pił „Kubusia".
Mąż, który niósł wnuczka do karetki i widział strach w oczach lekarek, stwierdził, że nadzwyczajnie szybko Mateuszek powrócił do zdrowia. Wtedy powiedziałam mu, komu to zawdzięczamy.
Mam wewnętrzne przekonanie, że to dzięki wstawiennictwu Sługi Bożego Jana Pawła II nasz wnuczek wyzdrowiał.

17.08.2005 r. (Halina)