Z dnia na dzień, nasza córka zmieniała się

Nasza 36-letnia córka przez 15 lat była aktorką. Powołanie do tego zawodu wykazywała już od dzieciństwa, ale zamiast powoli dojrzewać do swoich decyzji, zaczęła odczuwać strach przed wszystkim. Odsunęła się kompletnie od przyjaciół, w domu zaczęły się awantury i kłótnie, jednym słowem piekło. Ten stan psychiczny był tak nie do zniesienia, że postanowiliśmy się zwrócić do psychoanalityka. Po roku nic się nie zmieniło, nasza córka była nadal agresywna, nie podpisywała żadnych kontraktów.
Po śmierci Jana Pawła II mój mąż powiedział: „Teraz kiedy Papież jest wśród świętych, możemy prosić go o pomoc". Z dnia na dzień nasza córka zmieniała się. Zostawiła teatr, zajęła się edytorstwem, zapisała się do klubu sportowego, znalazła przyjaciół, odzyskała wiarę w swoje siły, pogodziła się z rodziną. Ta transformacja jest niewytłumaczalnym cudem. Dlaczego przyznać ją zasłudze Jana Pawła II?
Bo również On chciał zostać aktorem i z pewnością czuwa nad aktorami, którzy mimo brutalnego świata spektaklu pozostali czystymi i szczerymi ludźmi. Jestem przekonana, że jego ojcowskie spojrzenie towarzyszy im, rozumie ich i czuwa, by nasza córka, kroczyła uczciwą drogą, świat teatru był pełen wartości chrześcijańskich.

A.M. (Francja)